Opowiadanie
Taak. Dzisiaj opowiadanie. Takie, hm.. dziwne trochę. I smutne, i pocieszne. Zresztą oceńcie sami.
***
- Rodzice to naprawdę niesamowite stworzenia. – Hoshi silił się na uśmiech – Cały czas powtarzają, że chodzi im jedynie o twoje dobro, a mówiąc to… jednocześnie wymierzają cios. – ciągle się uśmiechał, lecz w jego oczach pojawiły się łzy. – Ale to nic. Oni działają także od strony psychologicznej. Podczas całej tej szopki matka wykrzykuje, jak bardzo się stara i jak okropnie jesteś niewdzięczny. Że poświęca się dla ciebie, a ty nawet tego nie zauważasz. W końcu, poprzez łzy, mówi, że lepiej by było jakby umarła, albo krzyczy, że nas zabije i pójdzie do więzienia, gdzie będzie mieć spokój. - zrobił kilka płytkich wdechów.
Kitsune drżał. Nie wiedział co robić. Chciał pocieszyć bruneta, ale bał się go dotknąć. Miał wrażenie, że chłopiec w każdej chwili może rozpaść się na tysiące kawałków, niczym delikatna porcelanowa figurka.
- A kiedy ojciec to słyszy, znów zaczyna się wściekać. – kontynuował – Podnosi na ciebie rękę i krzyczy „Patrz do jakiego stanu doprowadziłeś matkę!”. Znów obrywasz, a potem… A potem ojciec się uspokaja i odchodzi poczytać gazetę, matka wraca do kuchni zrobić obiad. I zapominają o tobie, a ty wciąż kulisz się w kącie i zasłaniając się rękoma płaczesz, bo nie masz już siły zrobić nic innego. – otarł łzy i burknął „Przepraszam”.
Kiedy się uspokoił, jego wzrok stał się zupełnie pusty. Patrzył się w jakiś punkt za horyzontem i wyglądał tak, jakby jego dusza opuściła ciało. Kitsune doskonale znał ten wyraz twarzy. Brunet właśnie tak się zachowywał, gdy poznali się po raz pierwszy. Wsłuchał się w jego pozbawiony uczuć głos.
- Najgorsze jest to, że za którymś razem przestaje cię to w ogóle obchodzić. Obojętnym ci jest, czy matka naprawdę popełni samobójstwo, czy ojciec nadal będzie bił cię bez powodu. Masz gdzieś czy ktoś cię bije, czy tuli. Czy jest przy tobie ktoś, kto chce cię wysłuchać, czy musisz się z tym uporać sam. I, w końcu, będzie ci obojętne nawet własne życie. Śmierć wydaje się wtedy zbawieniem.
Kitsune czuł jego ból. W nagłym przypływie współczucia przytulił go. Hoshi, lekko zdziwiony, spojrzał na towarzysza. Uniósł dłoń i zatrzymają na wysokości oczu Kitsune. Niepewnie przeczesał jego rudą grzywkę. Po chwili, bezsilny, opuścił rękę i wtulił się w klatkę piersiową przyjaciela.
- Chyba, że znajdzie się ktoś, kto cię z tej obojętności wyleczy. – powiedział Kitsune.
Hoshi długo milczał wtulony w kolegę. Wreszcie odezwał się ledwo słyszalnym głosem:
- Dziękuję.
Trwali tak przez jakiś czas. W końcu brunet odsunął się i spojrzał w niebo. Rudy poszedł jego śladem.
- Więc życie, mimo wszystko, jest piękne? – zapytał po chwili
- Tak. – Hoshi skierował swoją odpowiedź do gwiazd. – Nawet niebo się zmienia.
Dinokai 10:40:19 3/07/2010 [
Powrót]
Coś od siebie
Uuch... długo bym to wszystko musiała tłumaczyć. Napisałam to pod pewnym, cholernie silnym impulsem i nawet nie sprawdzałam, dlatego mogą tam być nawet banalne błędy przy których powinnam się skręcić...
Imiona nie były dobierane losowo - była to w pełni przemyślana decyzja.
Primo - imię Kitsune. O ile się nie mylę oznacza ono 'lis' i jest adekwatne nie tylko do jego rudych włosów, ale także do charakteru. Kitsune to typowy cwaniak, kombinator, czego nie widać w tym opowiadaniu, ale z takim założeniem tworzyłam tę postać. Zależy mu tylko na własnych dobrach, inni ludzie to jedynie jego zabawki. W opowiadaniu jest już po duchowej przemianie, dostrzega ból kolegi i pragnie zapobiec dalszym cierpieniom (chociaż i tak ma w tym własny interes).
Z Hoshim jest podobnie - imię to oznacza 'gwiazda', dlatego pod koniec użyłam aluzji. Rozmowa z gwiazdami to przekonywanie samego siebie o pięknie życia, a hasło 'Nawet niebo się zmienia' przekazuje prawdę, że nawet najpiękniejsze gwiazdy nocą mogą zostać zasłonięte ciemnymi 'chmurami' - troskami dnia codziennego (nieraz naprawdę poważnymi), co nie zmienia faktu, iż one nadal tam są. Równie piękne.
'Hoshi' ma również drugie znaczenie. Można je tłumaczyć jako 'wyleczony'. Adekwatne do historii chłopca, który cierpiał na ciężką chorobę - zobojętnienie - i z której został wyleczony właśnie dzięki Kitsune.
To tyle co do imion. Nie chce mi się dalej w to zagłębiać.
Jest jeszcze sprawa 'pierwiastku yaoi', który jest lub go nie ma. Opowiadanie ma konstrukcję podobną do Kuroshitsuji - zrobione tak, żeby każdy widział to, co chce widzieć. Tzn. że można to rozpatrywać jako shounen-ai lub traktować, jak historię zwykłej (?) przyjaźni między dwiema samotnymi duszami. Mnie tam wisi (sama obkminiałam to i w taki i w taki sposób ^___^ )
Hej, tracicie w moich oczach! Skoro nie mogłyście wpaść na tak banalny pomysł rozszyfrowania tego opowiadania, to co będzie z bardziej zagmatwanymi historiami?
Dinokai 20:01:27 6/07/2010
zalogowany |
http://love.vader.blog4u.pl/ IP: zalogowany
O... Łał. To jest delikatne i pastelowe. Czyli tak jak lubię! Wiesz, przeżywałam to opowiadanie. Poruszyłaś temat bardzo na czasie w moim życiu. I pewnie w życiu większości ludzi.
Właśnie. Japońskie imiona. Przejadły mi się już. Ostatnio doceniam uroki naszego polskiego języka i polskich imion. Ale nie chodzi o ksenofobię (której jestem pozbawiona!) w przeciwieństwie do tego, co mówią testy na fejsie. Po prostu mi się przejadło. Zwyczajnie. I do syta.
Pisz i publikuj więcej, Moniś (tak, tak Cię będę nazywać).
A niebawem ja zaproszę Cię na swojego nowego (a był jakiś stary?) bloga, do którego założenia zostałam namówiona przez Bielucha.
Do zobaczenia w kinie.
Psycho 18:36:56 5/07/2010
chello089074004196.chello.pl | brak www IP: 89.74.4.196
Zaskoczyłaś mnie totalnie. Zgadzam się z Felkiem, że troszku zgrzyta, ale ładna historia zaciera to małe niedociągnięcie.
Mój umysł jest dziś spaczony totalnie po całodniowej serii yaoi'ców, więc spodziewałam się chociaż jakiegoś kiss'a na końcu, ale jego brak pozytywnie mnie zaskoczył. Cieszę się , że choć jedna twoja historia (którą mogłam przeczytać) z dwoma facetami jako głównymi bohaterami, nie miała homoseksualnego wydźwięku tylko zwykłe przyjacielskie zakończenie.
Jash! Plotę już od rzeczy, a to wszystko wina yaoi'ców i tego że zostało mi już tylko 12 nie przeczytanych na kompie.
Masakra.
Tayori 22:35:14 3/07/2010
zalogowany |
http://tayori.blog4u.pl/ IP: zalogowany
Te, zaskoczyłaś mnie. Jak tylko się zorientowałam, że obaj bohaterowie to faceci, byłam przekonana, że wyjdzie Ci z tego jakiś ultra hardkorowy lemonek.
A tu nagle pac.
Wiesz, ładne, no. Nie będę się wydurniać tak jak to robię na forach literackich, więc po prostu napiszę, że język trochę zgrzyta, ale ogólnie jest to strasznie kochane i wzruszające. *tu wstaw serduszko*
Nie podoba mi się imię Kitsune.
Ale Hoshi jest całkiem fajne i fajna aluzja do nieba na końcu. \m/
Bieluch (jap. Shiro) 20:17:20 3/07/2010
idc86.idc.net.pl | brak www IP: 89.234.192.86
love.vader